Przejdź do głównej zawartości

Biblioteka Narodowa zniszczyła nagranie z monitoringu - bezpieczeństwo zbiorów bibliotecznych jest zagrożone

Niedawno odpisała mi na maila pani Patrycja Jurkowska, Inspektor Ochrony Danych (IOD) w Bibliotece Narodowej (BN) (LINK). Oto szczególnie ważny fragment.

(...) nie możemy udostępnić Panu nagrań z monitoringu wizyjnego Biblioteki Narodowej z dnia 16 stycznia 2025 r., na których został utrwalony Pana wizerunek, ponieważ nagrania z tego dnia, zostały nadpisane w dniu 16 lutego 2025 r., tj. po upływie 30 dni, zgodnie z przyjętą przez administratora polityką retencji danych.

O wydarzeniach z 16 stycznia 2025 r. napisałem osobny tekst, pt. Makowski zawiesił mnie w prawach czytelnika.


Obraz wygenerowany przez Microsoft Designer

Zapraszam do dalszej lektury.

BN zniszczyła ważny dowód

Dyrekcja BN pozwoliła na zniszczenie ważnego dowodu w sprawie zawieszenia mnie w prawach czytelnika. I to pomimo, że przeszedłem całą ścieżkę odwoławczą, zgodnie z Regulaminem BN. I pomimo tego, że zrobiłem to przed 16 lutego! Czyli przed nadpisaniem nagrań z monitoringu.

16 stycznia wydarzyło się coś nietypowego. Dyrekcja zarzuca mi agresywne zachowanie. Czy to nie wystarczający powód, aby nagrania z tego dnia zachować na dłużej niż miesiąc?

Pani Julia Konopka-Żołnierczuk, wicedyrektorka BN, w swoim rozstrzygnięciu z 14 lutego, napisała o moim rzekomym zachowaniu następująco:

Zachowanie to zostało udokumentowane na monitoringu wizyjnym Biblioteki Narodowej.

Wyobrażacie sobie to Państwo? 14 lutego napisała te słowa, a zaledwie dwa dni później BN zniszczyła ten dowód. Coś niesłychanego!

Mało tego! Pani Julia Konopka-Żołnierczuk, o wydarzeniach z 16 stycznia napisała także w zawiadomieniu do Komendy Rejonowej Policji (LINK). Pismo ma datę 29 stycznia. Jakże można zawiadamiać policję, a potem niszczyć dowód w tej sprawie?

Widocznie można. Nie widziałem nagrań. Nie wiem co się nagrało. Albo nic istotnego, albo wręcz przeciwnie: ten dowód był rażąco sprzeczny z wersją dyrekcji BN. Wiem jak się zachowywałem w BN, więc dopuszczam tylko te dwie możliwości. Czy celowo zaniechano zachowania nagrań? Nie wiem. Ale jest to podejrzane.

Skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (WSA) złożyłem 21 lutego. Sąd nie zobaczy tych nagrań. Podejrzewam, że sąd zapozna się z wersjami wydarzeń członków Krajowej Rady Bibliotecznej (KRB). Mam poważne wątpliwości czy te relacje będą zgodne z prawdą.

Zapis monitoringu w Tartu przechowany za krótko

W 2023 roku napisałem kilka tekstów o kradzieżach w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie (BUW) (LINK, LINK, LINK, LINK). Ta sama szajka złodziei kradła rosyjskie druki z pierwszej połowy XIX w. także w Estonii, w Bibliotece Uniwersyteckiej w Tartu. Wypożyczyli książki, a oddali falsyfikaty. Zrobili to w kwietniu 2022 roku. Pomimo weryfikacji książek, bibliotekarz nie zorientował się w fałszerstwie. Rozpozonano je dopiero w sierpniu 2022 roku, podczas kontroli zbiorów.

Czy w bibliotece w Tartu był monitoring?

Był. Można o tym przeczytać w estońskim artykule z 22 grudnia 2022 roku (LINK). Autor cytuje tam wypowiedzi ówczesnej dyrektorki biblioteki - niedawno zmarłej - Kristy Aru.

Nie znam języka estońskiego. Posiłkowałem się Tłumaczem Google. Wklejam wprost - bez żadnych zmian - jego tłumaczenie.

W bibliotece zainstalowano kamery, którymi zarządza wewnętrzna służba bezpieczeństwa Uniwersytetu w Tartu. „Są też nagrania, są przechowywane przez miesiąc”. „W sierpniu już ich nie było” – dodał dyrektor. „Musimy zmienić również tę kolejność”. „Próbujemy negocjować, abyśmy mogli przeglądać nagrania bezpieczeństwa przez co najmniej rok, jeśli będzie to konieczne”.

Zamieszczam też cytat po estońsku.

Raamatukogus toimivad Tartu ülikooli sisevalvetalituse halduses olevad kaamerad. «Seal on samuti salvestised, neid hoitakse kuu aega. Augustis neid enam ei olnud,» lisas direktor. «Me peame selle korra ka ära muutma. Katsume läbi rääkida, et meil oleks turvasalvestisi võimalik vajadusel üle vaadata vähemalt aasta.»

Sens tego fragmentu jest jasny. Nie można było stwierdzić jak działali złodzieje, bo zapisy z monitoringu były przechowywane tylko przez miesiąc, więc zostały skasowane zanim zorientowano się w fałszerstwie. Toteż dyrektorka biblioteki podjęła rozmowy ze służbami ochrony, aby nagrania przechowywano co najmniej przez rok.

Czy w Bibliotece Narodowej był złodziej?

Na początku 2024 roku dotarła do mnie plotka, że jeden ze złodziei, który był w BUW-ie, był także w BN. Zatem skierowałem do BN szereg pytań we wniosku o udzielenie informacji publicznej.

Zadałem takie pytanie:

Czy BN dysponuje listą nazwisk (fałszywych i/lub prawdziwych) podejrzanych o kradzieże w latach 2022-2023 w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie? Jeśli nie kompletną listą, to może niekompletną?

A oto odpowiedź:

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie nie przekazała listy nazwisk podejrzanych o kradzieże w latach 2022-2023 w BUW.

Pytałem też o to, czy BN - jeśli dysponuje wiedzą o nazwiskach podejrzanych o kradzieże w BUW-ie - to czy oni korzystali z BN i czy BN weryfikowała wypożyczone przez nich zbiory. I też dostałem wymijające odpowiedzi.

Ponieważ BN robiła uniki, to skierowałem skargę do WSA. W zakresie ww. pytania argumentowałem następująco:

Taka odpowiedź BN jest odpowiedzią wymijającą. Nie wynika z niej czy BN wie o nazwiskach podejrzanych, czy nie wie. A pytałem czy BN wie o nazwiskach podejrzanych. (...) Chcę wiedzieć czy BN ma wiedzę o nazwiskach podejrzanych, niezależnie od źródła tych informacji (...)

Sprawę wygrałem (II SAB/Wa 188/24), bo sąd zasądził od BN zwrot kosztów postępowania i stwierdził bezczynność BN w zakresie kilku pytań, ale akurat nie w przypadku ww. pytania. Sąd stwierdził następująco:

Wbrew zapatrywaniu skarżącego odpowiedz na pytanie nr 6 (czy Biblioteka Narodowa dysponuje listą nazwisk podejrzanych o kradzieże w latach 2022-2023 w Bibliotece Uniwersyteckiej w W.?) nie jest wymijająca i wskazuje, że skoro Biblioteka Uniwersytecka w W. nie przekazała Bibliotece Narodowej listy osób podejrzanych o kradzieże, to Biblioteka Narodowa nie zna ich nazwisk.

Ze względu na taki wyrok WSA, zdecydowałem się na złożenie skargi kasacyjnej. Składam podziękowanie Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, że zechciała mnie wesprzeć. Reprezentująca mnie pełnomocniczka napisała w skardze kasacyjnej:

Wnioskodawca nie pytał, czy Organowi została przekazana lista osób podejrzanych przez Bibliotekę Uniwersytecką, ale czy jest w posiadaniu nazwisk osób podejrzanych o kradzieże.

Z kolei, prawnik reprezentujący BN poszedł w zaparte:

Jest oczywiste, że skoro bibloteka ta nie przekazała BN listy takich osób, to BN nią nie dysponuje. Taki był sens udzielonej skarżącemu odpowiedzi i doszukiwanie się tutaj alternatyw interpretacyjnych stanowi ze strony skarżącego li tylko zabieg procesowy za pośrednictwem którego skarżący stara się na siłę wykazać, że nie udzielono mu informacji tylko dlatego, że sposób sformułowania odpowiedzi nie stanowi "lustrzanego" odbicia sposobu sformułowania pytania.

Sprawę rozsądzi Naczelny Sąd Administracyjny (NSA). Czekam na wyrok.

Zbiory biblioteczne w niebezpieczeństwie

Faktem jest, że w lutym 2024 roku w BN zmieniono zasady udostępniania unikatowych zbiorów. Czytelnik nie dostaje oryginałów tylko kopie cyfrowe. Aby wypożyczyć oryginały, trzeba dostać zgodę od kierownika właściwego zakładu lub upoważnionego przez niego pracownika (LINK).

I w lutym 2024 roku (1 lutego) pojawiła się w polskich mediach informacja o tym, że sąd w Tartu uznał Gruzina, Bekę Tsirekidze, winnym kradzieży zabytkowych ksiąg (LINK).

Czy to tylko taki zbieg okoliczności?

Estońskie media podały imię i nazwisko tego podejrzanego już w listopadzie 2023 roku (LINK).

Może po rozstrzygnięciu NSA dowiem się, czy w BN naprawdę był złodziej. A może nie. BN twierdzi, że po wykryciu kradzieży w BUW-ie weryfikowano zbiory potencjalnie będące w kręgu zainteresowania złodziei i żadnych braków nie stwierdzono.

Niestety, jak już wiadomo, dyrektor Tomasz Makowski to kłamca (LINK). Jeśli cokolwiek z BN ukradziono, to nie wierzę, żebyśmy się tego dowiedzieli od BN. Przynajmniej, dopóki to pan Makowski jest dyrektorem. Dyrektorkę i wicedyrektorkę BUW-u zwolniono dyscyplinarnie po wykryciu ww. kradzieży. Wykrycie kradzieży w BN byłoby kolejnym powodem do odwołania dyrektora Makowskiego. Ale kto wie, czy i to nie uszłoby mu płazem?

Należy ubolewać, że za bezpieczeństwo zbiorów odpowiada pan Tomasz Makowski. (On jest przewodniczącym Rady do spraw Narodowego Zasobu Bibliotecznego). Powody do ubolewania są następujące:

  1. W BN nagrania z monitoringu są nadpisywane co miesiąc. Nawet, gdy dzieje się coś nietypowego. Scenariusz z Tartu mógł - i wciąż może - się powtórzyć. Sprawa z Tartu jest znana od grudnia 2022 roku. Obecnie mamy marzec 2025 roku. Pan Tomasz Makowski nie wyciągnął żadnych wniosków ze sprawy z Tartu.
  2. Jeśli rzeczywiście choć jeden podejrzany o kradzieże w BUW-ie był w BN, to dlaczego BN unika udzielenia o tym informacji? I czy faktycznie zmianę zasad udostępniania wprowadzono dopiero na skutek wiadomości o obecności w BN jednego z podejrzanych o kradzieże w BUW-ie?
  3. Pan Tomasz Makowski nie mówił prawdy dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" twierdząc, że znamy wartość rynkową konkretnych woluminów. Niedługo potem, podczas kontroli Ministerstwa Kultury, dyrekcja BN tłumaczyła się z braku wycen i twierdziła wręcz, że nie były potrzebne. Więcej napisałem o tym w tekście Kogo straszy Jan Zamoyski? we fragmencie pt. "Zaniedbanie wyceny".
  4. Gdy pytałem o to, czy listy z Archiwum Anny Teresy Tymienieckiej są zagrzybione, to BN nie potrafiła odpowiedzieć i uznała, że wnioskuję o informację przetworzoną (LINK).
  5. Oprócz dyskusji po wykryciu kradzieży w BUW-ie, KRB w ogóle nie zajmowała się bezpieczeństwem zbiorów bibliotecznych. Świadczą o tym sprawozdania KRB, a także unikanie, a potem odmowa odpowiedzi na moje pytania o to. Jedną sprawę w sądzie już wygrałem z KRB (LINK) i pisałem o tym na blogu (LINKLINK).
  6. W lutym 2024 roku złożyłem obszerny wniosek do KRB w sprawie kradzieży w BUW-ie. Pisałem też o kradzieżach w Estonii i w Łotwie. Nie dostałem odpowiedzi do dziś.
  7. W marcu 2024 roku wyraziłem gotowość na spotkanie z dyrekcją BN, KRB i/lub Radą ds. NZB m.in. w sprawie kradzieży w BUW-ie. Nie dostałem odpowiedzi.
  8. BN jest centralną biblioteką państwa. Daje zły przykład innym bibliotekom w kraju.

Niestety, za bezpieczeństwo zbiorów bibliotecznych w Polsce odpowiada człowiek niewiarygodny. Nie wyciąga wniosków z przeszłych wydarzeń, a jego słowa nie wytrzymują próby czasu i okazują się fałszywe. Nie wygląda również na zainteresowanego sprawą bezpieczeństwa zbiorów.

Jak długo Ministerstwo Kultury będzie go tolerowało?

Komentarze

Popularne wpisy

Skandal większy niż kradzież w BUW-ie, czyli brak nadzoru nad archiwami kościelnymi

Zakazane listy Jana Pawła II - skandal w Bibliotece Narodowej w Warszawie

Kogo straszy Jan Zamoyski?

Czy Polska ma legalnego dyrektora Biblioteki Narodowej?