Przejdź do głównej zawartości

List pradziadka Aleksandra do tygodnika "Łowiczanin"

To pamiątka szczególna. Dała mi niezapomniane wrażenie. To pierwsze moje odkrycie w bibliotece cyfrowej, jakie pamiętam. Te emocje trudno mi opisać słowami. Może dlatego tak lubię dociekać różnych tajemnic, bo wierzę, że na końcu czeka nagroda podobna do tej?

Chodzi o list pradziadka, Aleksandra Petelewicza, opublikowany w gazecie "Łowiczanin". Trafiłem na ten list w bibliotece cyfrowej "Regionalia Ziemi Łódzkiej".

Podoba mi się ten fragment:

(...) traktować szkolnictwa z punktu widzenia tylko urzędniczego nie wolno.

Nie tylko o szkolnictwie mógłbym tak powiedzieć. Uważam, że świat byłby wspanialszy, gdyby ludzie kierowali się misją swojego zawodu i bardziej duchem prawa niż dosłownym znaczeniem przepisów.

Zamieszczam poniżej treść listu, a także treść odpowiedzi, jaka ukazała się w następnym numerze "Łowiczanina". To listy z 1921 roku.

Do opublikowania tych listów zainspirował mnie Dzień Edukacji Narodowej.

Pocztówka, Łowicz. Gimnazjum męskie i żeńskie., [1902-1930], nakład Księgarni K. Rybackiego, Zakł. Graf. B. Wierzbicki i S-ka w Warszawie, Biblioteka Narodowa, sygn. DŻS XII 8b/p.10/13, biblioteka cyfrowa Polona (LINK)

****

Szanowny Panie Redaktorze!

Najuprzejmiej proszę o umieszczenie tych kilku słów w mojej sprawie osobistej, gdyż sądzę, że przy dobrej woli można by ją rozpatrzeć rozleglej i, przy pominięciu tego wszystkiego, co może nosić charakter tylko osobisty, znaleźć i inne strony, może i b[ardziej] doniosłego znaczenia dla ogółu.

Przed 2 miesiącami byłem u p. Bronikowskiej, wychowawczyni tutejszego żeńskiego gimnazjum, z prośbą, aby dopuszczono w tym roku siostrę moją do egzaminów i, w razie pomyślnego wyniku, przyjęto do klasy 3ej. Otrzymałem odpowiedź, że tego się zrobić nie da, ze względu na brak miejsc, a na moją uwagę, że odmowa ta spotyka mnie już po raz wtóry (o umieszczenie siostry w tutejszym gimnazjum starałem się już w roku ubiegłym) pani Bronikowska zdobyła się tylko na jedyną odpowiedź, że... "nie da się nic zrobić i gdyby prośbę moją można było uwzględnić, to zrobiła by to przez wzgląd na państwa K. z którymi łączy ją stara znajomość, a mnie pokrewieństwo. Widząc, że nic nie wskóram, ośmieliłem się zaznaczyć, że przyjmowanie chcących się uczyć dzieci do szkół nie może być zależnym od stosunków, jakie łączą personel wychowawczy z petentem, że zadaniem tych, którzy poświęcili się szkolnictwu jest intensywna praca, mająca na celu uprzystępnienie nauki dla jak najszerszego ogółu i, że ja, jako oficer i kawaler orderu Virtuti Militari, jeśli i mogę korzystać z jakichkolwiek przywilejów, to w każdym bądź razie tylko z tych, które wojskowemu, z racji jego zasług, przyznaje Państwo, a nie ustosunkowanie osobiste.

Rozumie się, naraziłem się na srogi gniew, gdyż powiedziano mi, że ze mną nie będzie się mówić o tym, ba, nawet gorzej, bo i z żoną moją, która ośmieliła się nazajutrz pójść w tej samej sprawie do przełożonej gimnazjum pani Twierdzińskiej, również rozmawiać nie chciano, zbywając ją tylko dość impertynencko radą, aby się skarżyć do Ministerstwa. Otóż tak się przedstawia sprawa w ramkach prawie że osobistych stosunków. Nie wchodząc jednak w to, czy w gimnazjum znalazło by się jeszcze jakieś miejsce wolne czy też nie, muszę podzielić się tymi spostrzeżeniami, jakie mimo woli nasunęły mi się podczas zetknięcia się mego z władzami szkolnymi, a przede wszystkim zaznaczę, że doniosłość oświaty dla Państwa rozumie każdy inteligentny człowiek i jestem pewien, że każdy przyzna, że traktować szkolnictwa z punktu widzenia tylko urzędniczego nie wolno. Trzeba więc powiedzieć sobie, że wszelkie stanowiska, a tym bardziej w dziedzinie szkolnictwa nie są środkami bytowania, lecz polem, na którym można rozwinąć swą inicjatywę; trzeba wiedzieć, że większość rodziców i opiekunów dzieci muszą toczyć ciężką walkę o byt materialny i że, skazani na samoradność w kierunku wychowania swych dzieci, spełnią swe zadania niedostatecznie, a może nawet źle. Wreszcie, trzeba sobie zdać sprawę z tego, że personel wychowawczy każdego zakładu naukowego pełni właśnie tę zaszczytną misję wychowywania dzieci na dzielnych członków społeczeństwa i odtrącanie garnącego się do nauki dziecka lub nawet bierne odniesienie się do jego prośby jest smutnym objawem niezrozumienia swego zadania lub też rządzenia się swymi osobistymi względami.

Bardzo mi przykro, że spostrzeżenia te zrobiłem w rodzinnym mi grodzie, lecz wyniki pracy oświatowej, chociażby w kierunku upowszechniania nauki, są tak nikłe, że wymagają szerszego zainteresowania się a może i udzielenia energiczniejszej pomocy ze strony społeczeństwa.

Bo, czyż mam sądzić, że Państwo polskie nie jest w stanie dać tę odrobinę nauki, o jaką go dziecko prosi? Czyż nauka zawsze będzie zależną od rozmiarów gmachu szkolnego i ilości znajdujących się w nim ławek szkolnych? Nie, raczej sądzić należy, że brak nam ludzi umiejących, ba, nawet boję się że gorzej, bo chcących pracować; brak nam głębszego zainteresowania się sprawami szkolnictwa; wreszcie brak nam zrozumienia zadań, jakie wykonać winniśmy, chcąc przyczynić się do odrodzenia Polski takiej, o jakiej marzyliśmy, będąc jeszcze pod jarzmem państw obcych.

Niezależnie od tego, muszę jeszcze dodać, że stykając się stale z niższą pod względem umysłowego rozwoju warstwą społeczeństwa polskiego, zauważyłem, że analfabetyzm wśród niej jest prawie, że powszechny. Trudno więc przypuszczać, że ludzie tej warstwy rozumnie spełnią zadanie wychowania swych dzieci, i uzasadnioną musi być obawa, że jeśli szkolnictwo polskie nie udzieli im pomocy w tej pracy, to ciemnota długie jeszcze lata, a może i wieki, w Polsce gnieździć się będzie.

Aleksander Petelewicz.
w Łowiczu 19 lipca 1921.

Źródło:
"Łowiczanin", piątek 29 lipca 1921 r., nr 31, s. 4 - 5 (
LINK).

****

Szanowny Panie Redaktorze!

Zechciej, Szanowny Panie Redaktorze, pomieścić w twym piśmie kilka słów wyjaśnienia z powodu listu p. Petelewicza.

W maju br. p. P. przyszedł do mnie do mieszkania i wyraził chęć, pomieszczenia swej siostry w tutejszym gimnazjum. W odpowiedzi poinformowałam go, że wolne miejsca są tylko w pierwszej klasie i że tylko do tej klasy będzie egzamin.

Na uwagę p. P., że w ubiegłym roku szkolnym siostra jego również nie dostała się do gimnazjum, odpowiedziałam, że w zeszłym roku też nie było egzaminów do kl. II i III z powodu braku wolnych miejsc.

O ile mogę, staram się służyć pomocą i radą wszystkim zwracającym się do mnie, tym bardziej znajomym, chętnie więc, gdybym widziała możność pomyślnego załatwienia sprawy, powiedziałabym o ten p. P., którego żona, z domu p. K., była moją, uczennicą, i dlatego sposób, w jaki zaczął przemawiać do mnie p. P., zrobił mi wielką przykrość. Prosiłam zatem p. P., żeby udał się do kancelarii gimnazjum i omówił sprawę z p. Dyrektorką, gdyż ja mogę tylko udzielić informacji, ale nie mogę decydować o przyjęciu uczennicy. Wtedy p. P. powiedział, że nie ma czasu, bo wyjeżdża, na co odpowiedziałam, że tę sprawę może równie dobrze załatwić i jego żona.

Taką była moja rozmowa z p. P. Wszyscy w Łowiczu wiemy, w jakich trudnych warunkach znajdują się nasze szkoły pod względem pomieszczenia. Lokal szkoły żeńskiej jest szczupły[,] niektóre klasy są bardzo małe i wprost nie ma kącika gdzieby można postawić jeszcze jedną ławkę, więc choć bardzo to bolesne dla rodziców i dla szkoły, że tyle chcących się uczyć dzieci nie może korzystać z nauki, jednak rzeczywiście więcej dzieci przyjąć nie można. Wiadomym jest jednak ogólnie, że Dyrekcja gimnazjum przy pomocy społeczeństwa łowickiego stale robi starania u odpowiednich władz w celu zaradzenia złemu, a proszę mi wierzyć, że dla mnie osobiście będzie to bardzo szczęśliwa chwila, kiedy będziemy mogli przyjąć każde dziecko, które zapuka do drzwi szkoły.

Zaznaczyć jeszcze muszę, że p. Ćwierdzińska już od roku nie jest kierowniczką naszego gimnazjum.

Racz, Szanowny Redaktorze, przyjąć wyrazy szacunku.

B. Bronikowska.


Źródło:
"Łowiczanin", piątek 5 sierpnia 1921 r., nr 32, s. 5 (LINK).

****

Komentarze

Popularne wpisy

Skandal większy niż kradzież w BUW-ie, czyli brak nadzoru nad archiwami kościelnymi

Zakazane listy Jana Pawła II - skandal w Bibliotece Narodowej w Warszawie

Kogo straszy Jan Zamoyski?

Czy Polska ma legalnego dyrektora Biblioteki Narodowej?